Zwieńczenie. Początek…

Minął przeszło miesiąc od czasu kiedy zakończyło się moje pierwsze odosobnienie, w malowniczym miejscu – Folwark Jackowo. Wspólnie z pozostałymi uczestnikami otrzymaliśmy certyfikaty gotowości do nauczania Kursu „Życia w oparciu o zasady Mindfulness” MBLC. Dla mnie osobiście, to zwieńczenie „wstępu” do drogi, w której mam nadzieję utrzymać się długo i uważnie. Ten post piszę z zamiarem przybliżenie, bardzo intymnego dla mnie spotkania z procesem, który właśnie we mnie zachodzi.

Jestem w trakcie przemeblowywania swojego życia, życia pełnego ludzi, w którym nie jestem sam. W tej podróży jest coś bardzo romantycznego i cichego zarazem. Miałem i nadal mam duże oczekiwania z tym związane. Widziałem już oczami wyobraźni siebie spisującego wieczorami własne przemyślenia, będące efektem moich życiowych refleksji, czytając w wygodnym fotelu książki porozkładane w zaaranżowanym nieładzie po całym mieszkaniu, poświęcając każdy poranek własnej praktyce oczywiście zdrowo się przy tym wszystkim odżywiając. Zamiast tego nie napisałem ani słowa (do tej pory), zacząłem czytać 4 książki (nie wiem gdzie obecnie przebywają), mam bardzo podatną na wahania nastrojów lodówkę ale wygodną poduszkę, na której siadam. Nie jest to wszystko ani proste, ani spokojne. Mimo to, nie jestem w stanie zwolnić w najmniejszym stopniu.

Co do oczekiwań… Moje serce nadal zaczyna walić, gdy tracę rezon, z obawą, że nie zapisałem kolejnej, zawodowej ważnej sprawy do wykonania, że się nie wywiązałem. Nadal gubię się w myślach jadąc samochodem, w trakcie słuchania audiobooka odnajdując się nieśmiało trzy rozdziały dalej. Mój umysł nieustannie błąka się po wszystkich czynnościach, które muszę zrobić, rozpakowując przy tym na nowo całe moje życie. Mój umysł to wytrwany podróżnik, ciężko jest wskazać miejsce, w którym jeszcze nie był. Mój umysł był zawsze gdzie indziej – na następnej rzeczy, krok dalej, w następnym mieście, następnej pracy.

Ale dorastam, swoim tempem. Jak chyba wszyscy w końcu. Ląduję ze świadomością, że od bardzo dawna, bezwiednie biorę udział w wyścigu z własnym szczęściem. Zmieniałem mieszkania, kody pocztowe, ale zawsze czułem, że zmierzam w kierunku „domu”, domu w którym szczęśliwie spotykam się z samym sobą regularnie na jednej poduszce.

Ktoś napisał, że w byciu uważnym jest coś ekstatycznego. To zdanie wybrzmiewać jak dzwon zaczyna w mojej codziennej praktyce. Rzeczy już się tak nie przyklejają. To jest tak niesamowicie proste, jednocześnie zawstydzające kiedy uświadamiam sobie, jak wiele dobra może wynikać ze spowolnienia, uwagi i głębokiego oddychania.

Nie mogę przestać myśleć o tym, dokąd się teraz udam, jak „naprawiać” trudności, które mimo coraz bardziej świadomej życzliwości pielęgnuję. Ale może po prostu nie ma „naprawiania”. Może jest tylko trochę więcej uwagi. Trochę więcej bycia dokładnie tam, gdzie jesteśmy, kiedy tam jesteśmy, odnajdując przy tym intencję, iż pewnego dnia uświadomię sobie, jak uważność kieruje mnie w stronę prostszego, wolniejszego, bardziej spełnionego życia.

Łukasz Juszczuk

Łukasz Juszczuk

Wszystkie posty autora

Psycholog, terapeuta, nauczyciel żyjący nadzieją, że zawsze będzie tam gdzie obecnie się znajduje. Poza tym bystry przystępny myśliciel o dużej sile oddziaływania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *