Jesteśmy…

Jesteśmy….długo oczekiwany i planowany moment na styku wakacji z wrześniową aurą obowiązków…

Zdaje się, że minione wakacje były jednymi z bardziej uważnych…pewnie z racji długości trwania i świadomej decyzji by nie mieć możliwości pokątnego pracowania 😉

Jak to bywa z praktykami, czasem te nieformalne grają pierwsze skrzypce, a formalne zdarzają się niespodziewanie.

Nadbałtycka plaża. “Mindfulness on the go” (uważność codzienna, “po drodze”, np. https://www.youtube.com/watch?v=-GiJWCteTY8). W istocie. Wiele razy wykonywany skan ciała w przestrzeni do tego stworzonej, w ciszy, na podłodze i macie, pod kocem, zdaje się zyskiwać nowe znaczenie w ruchu. Znów początek z oddechem…uwaga wędruje po ciele podczas biegania za piłką- ciepły, szorstki piasek na stopach, rękach i nawet włosach, podmuchy kapryśnego wiatru, raz ciepłem otulającego, po chwili orzeźwiającego i budzącego gęsią skórkę. Woda przelewana w dłoniach w czasie budowania zamków z piasku. Przestrzeń w zasięgu wzroku mieniąca się kolorami w zależności od gry światła słonecznego, zakres ruchów i możliwości ciała- równie zaskakujący- wszak to rodzinny sport- łapanie mew i rybitw….i chwile, gdy plecy same poprosiły o przerwę na współczucie dla samego siebie po kilometrach przemierzonych na rowerze ….

Jezioro. Las. Wieczór. Wędkowanie. Pełne skupienie. Ciepłe powietrze i takie kolory nieba, które zmiękczają całe otoczenie. I tylko czasem plusk w pobliżu pomostu. Czy to nie właściwy czas na 3-minutową przestrzeń na oddech? I jeszcze pełniejsza obecność.

Wiosłowanie w kajaku to kolejna odsłona wakacyjnych praktyk z uważnością. Uważny ruch- zanurzenie wioseł tak by przepłynąć gładko pod drzewami powalonymi przez nawałnice sierpniowe. Praca ciała, równowaga by nie nabrać wody gdy nurt stawał się bardziej wartki, ale wcale nie szerszy. Z jednoczesną świadomością dźwięków lasu i jego mieszkańców.

I jeszcze jedno wspomnienie, jakże dla mnie zaskakujące. Medytacja w sali kinowej, zupełnie nie planowana, obrazy na ekranie same ją zainicjowały. Film pt. „Five” ( reż. Abbas Kariostami, 2004). który jest zapisem statycznie ustawionej kamery (jak nasze oczy podczas regularnego „siedzenia”, w różnych sceneriach. W rytmie SLOW. Co kilka minut zmieniało się tło (z zawsze obecnym żywiołem wody- morzem, jeziorem) , a pojawiające się odgłosy same nakierowały umysł na sesję w podporą właśnie na dźwiękach. Oddech. Uspokajanie. Osadzanie w ciele. Spoczywanie. Delikatny szmer projektora w kinowego nad głową. Chrząknięcie jednej z 4 osób- współ-oglądaczy. Szum morza wyrzucającego kawałek drewna i jego podróż wzdłuż brzegu po piasku. Ludzie spacerujący na promenadzie nadmorskiej- dźwięk uderzających o nabrzeże fal wraz z szybkimi krokami osób mijających kamerę. Szczekające psy bawiące się na plaży. Czy to możliwe byśmy pomijali tak wyraźny tupot kaczych nóżek na piasku? I wreszcie nocna burza nad jeziorem- żabi koncert (ile oktaw!), który cichnie gdy pojawiają się pierwsze grzmienia, a te z kolei budzą wilki, sowy i psy w pobliskiej wsi by znów rechotem rozbrzmieć gdy na niebie znikną chmury i pojawi się księżyc. I tak krzesło w mikro kinie stało się „ moją poduszką medytacyjną”.

Ile sposobności by praktykować uważność. I wdzięczności, że przebłyski świadomości nawet w wakacje bywają

Krystyna Boroń-Krupińska

Krystyna Boroń-Krupińska

Wszystkie posty autora

Nauczyciel akademicki, poszukujący sposobności bycia uważnym w każdych (prawie) okolicznościach. Na codzień mama 3-latka. Czasem spokojna,czasem wariatka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *